wtorek, 29 lipca 2014

Placuszki warzywne


Bardzo proste i jakże pyszne placuszki na bazie cieciorki :>

Składniki:
-cieciorka z puszki
-dowolne warzywa (posiekane w drobna kostkę lub starte na tarce)
-zielenina
-jajko
-mąka na oko
-sól i pieprz
-olej lub oliwa do smażenia

Opłukujemy cieciorkę i blendujemy na gładką masę, dodajemy zieleninę -my dodaliśmy natkę pietruszki i koperek. Do gładkiej masy dokładamy inne warzywa pokrojone w drobna kosteczkę, możemy dodać co tylko dusza zapragnie, my akurat mieliśmy kukurydze i paprykę, ale robiliśmy placuszki w także w innych wariacjach. wbijamy jajko i zagęszczamy mąką na oko, dodajemy sol i pieprz do smaku . Formujemy placuszki i smażymy aż się zarumienią.



niedziela, 9 lutego 2014

byle do wiosny

po dobrym śniadaniu czas na spacer po Shoreditch :D
jajko w koszulce z sałatką (sałata, avocado, szynka, gruszka, kukurydza, prażony słonecznik, a wszystko pod dresingiem cytrynowo pieprzowym)

 

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Grzybowy Soba

Soba to bardzo smaczny, brązowo-szary, tradycyjny makaron japoński, wyrabiany z mąki gryczanej, ceniony za łatwość w przygotowaniu i lekkostrawność . Na zapracowane dni gdy wracam do domu i chcę zjeść coś NATYCHMIAST! Dzięki temu, że soba gotuje się dosłownie w mgnieniu oka przepis jest błyskawiczny.


 Składniki na 2/3 porcje
-200g pieczarek- ja użyłam brązowych
-szynka -4/5 dużych plastrów
-natka pietruszki
-cebula
-2/3 ząbki czosnku
-makaron soba (w paczce zawsze jest podzielony, jedna wiązka dla jednej osoby)
-łyżka masła
-pieprz i sól

Cebule kroimy w kostkę i podsmażamy na maśle, gdy się zeszkli dodajemy pokrojone pieczarki i przeciśnięty przez praskę czosnek. Dokładamy pokrojoną w paski szynkę.  Makaron gotujemy w osolonej wodzie przez około 2-3 min i wrzucamy na patelnie aby połączył się z reszta składników. Wrzucamy posiekana natkę pietruszki, doprawiamy solą i pieprzem.

A po pochłonięciu makaronu gęba się cieszy i czas na podwieczorek ;)





sobota, 4 stycznia 2014

sushi?

Ten post poświęcam osobom, które na dźwięk słowa sushi = surowa ryba, robią się zielone na twarzy i marszczą usta z obrzydzenia, otóż uważam iż większość z nich nigdy nie próbowała sushi lub jadła takie bardzo złej jakości i wysnuła osąd zbyt pochopnie. Niestety jest to bardzo częsta przypadłość, a spowodowana dość wysoką cena tego dania. Najzwyczajniej w świecie ludzie nie chcą płacić kroci za potrawę, której nigdy nie jedli, a jedyne co o niej wiedzą to to, że jest składową surowej ryby, ryżu i glona, wiec jakby nie patrzeć średnia reklama. Ponadto Polacy przyzwyczajeni są do wielkich porcji ziemniaków, gigantycznego schaboszczaka na ociekającym obfitością talerzu, wiec jak widzą parę kawałeczków dziwacznego mikroskopijnego dania o dość zadziwiającej cenie, rezygnują lub kupują małą porcje a la sushi w Tesco- tak na spróbowanie- dzięki której utwierdzają się w przekonaniu, że "nie było warto" i "sushi jest paskudne". Inna wersja wydarzeń to próba stworzenia japońszczyzny w domu bez uprzedniej degustacji dania gdziekolwiek indziej. Z tym bywa nieco lepiej, zwykle mówią : nawet się udało, chyba nie jest takie złe. Ale według mnie zanim cokolwiek osądzimy, spiszemy na straty lub wydamy kasę na produkty, których potem nie będziemy mogli do końca ogarnąć, najlepiej po prostu pójść i skosztować sushi w dobrej restauracji, gdzie podadzą nam danie w którym się zakochamy i dzięki takowej degustacji będziemy dokładnie wiedzieć jak powinno smakować i uda nam się zrobić przynajmniej podobne w domu. 



Najważniejszą radą dla tych, którzy chcą spróbować sił w domowym zaciszu jest po pierwsze, iść do pożądanej japońskiej restauracji z dobrym świeżym sushi, usiąść przy barze i obserwować sushi mastera przy pracy, można go zagadać, a na pewno odpowie na nurtujące nas pytania. Po drugie zakupić produkty dobrej jakości. świeża ryba to podstawa! Nie powinna mieć zapachu morza,ani żadnych silnych rybich odorów. Powinna być pachnąca lekko rybim mięsem i sprężysta.




No i najważniejsze, trzeba umiejętnie ugotować i doprawić ryż, pomocny może być elektryczny garnuszek do ryżu, my taki mamy i bardzo ułatwia to zadanie. Ponadto w takim garnuszku ugotujemy każdy rodzaj ryżu wiec posłuży nam nie tylko przy sushi. Doprawiamy ryż octem ryżowym, solą i cukrem. Ja osobiście lubię lekko słodkawy, ale to już zależy od osobistych preferencji. Najważniejsze, aby był to ryż DO SUSHI a nie jakiś tam przypadkowy i dobrze by było wybrać z takiej firmy jaki podali nam w restauracji w której nam smakowało, zapewni to wymarzony efekt końcowy bez rozczarowań.
Całość dodatków to już kompletnie inna bajka, jest masa produktów jakie możemy zawinąć w rolce, najważniejsze, żeby wszystko było świeże, marynaty oryginalne, japońskie i aby podać całość z sosem sojowym, odrobiną wasabi i marynowanym imbirem, gdyż bez tych dodatków sushi wypada niczym Dynastia bez Alexis...

 
Na zakończenie dodam tylko, że sushi jest bardzo sycace i po paru kawałkach poczujecie, że naprawdę jesteście w pęłni ustatysfakcjonowani, niech was nie zwiedzie niepozorna forma maleńkich kawałeczkow. Ponadto jest to danie dość kaloryczne, ale stosunkowo zdrowe, gdyż dostarcza bardzo dużej ilości dobrych kalorii, ryby są bogate w białko, kwasy omega-3, które obniżaja cholesterol i ciśnienie krwi, glony nori sa bogate w minerały takie jak jod, magnez, wapń czy kwas foliowy, a reszta dodatkow  jak avocado, ogórek i inne warzywa, no to juz chyba każdy wie że samo zdrowie..
A po dobrym sushi wypad na azjatyckie zakupy hahahaha :D




Dzisiejszy post dedykuje Magdzie i Sebastanowi, sushimaniakom takim jak ja, których mam nadzieje wkrótce poznam osobiscie! Trzymam was za słowo pożeracze surowizny!

środa, 28 sierpnia 2013

prezent


Takimi oto prezentami hand made obdarowywuje swojego małżonka w zamian za ciekawe wycieczki, przepyszne jedzenie i jego wesołą buzię :)


 



czwartek, 2 maja 2013

truskawkowe stuuudiooo

U mnie tylko praca i praca, czasem jakieś wyjazdy, ale też z pracą związane, no ale nie ma co narzekać bo robię to co lobię i sprawia mi to radość. Na osłodę ciężkiej pracy codziennie z rana jem dobre śniadanko, to mój ulubiony posiłek dnia.



ser biały+jogurt+borówki+maliny+truskawki+kawa



truskawkowe babeczki+róże na specjalne śniadanie




chleb organiczny wieloziarnisty+nutella+truskawki + kawa+marshmellows



organiczny chleb+nutella+serek biały+maliny i truskawki

środa, 6 marca 2013

obowiązkowe filmy animowane

Jeśli uważacie, że filmy animowane są niepoważne i nie potrafią mieć dobrej fabuły, to ten post powstał właśnie po to, by zmienić waszą opinię. Dziś wrzucam kilka trailerów filmów, które uważam za doskonałe pod względem, plastycznym, wizualnym, a także fabularnym. Jedne to luźniejsze bardziej beztroskie produkcje inne troszkę bardziej dające do myślenia, cięższe przy których można popłakać się zarówno ze śmiechu, smutku i wzruszenia na raz. Każdy film z osobna serdecznie wszystkim polecam.

PERSEPOLIS



MARRY & MAX 

\\

TRIO Z BELLEVILLE



SEKRET KSIĘGI Z KELLS



KSIĘŻNICZKA MONONOKE



W KRAINIE BOGÓW



GHOST IN THE SHELL



czwartek, 28 lutego 2013

degustacje

Strasznie tęsknię za latem, mam już dość krępującej ruchy grubej kurtki i rajstop, chce poczuć na policzkach promienie słońca i ciepły wiatr na gołych łydkach. Z utęsknieniem oglądam co rano moje lniane szorty w kolorze lazurowego morza nad którym nigdy nie byłam. Chce jeść truskawki na ławce w parku i cieszyć się słońcem nawet do późnego wieczora. Ech lato.. swoją nieobecnością łamiesz mi serce..
Pomimo tej późnozimowej depresji i notorycznego niechcenia i braku czasu staramy się korzystać z dobrodziejstw metropolii w której zachciało nam się mieszkać, chociaż czasem zastanawiam się, czy nie lepiej zrobili byśmy wyprowadzając się w miejsce gdzie słońce rozpieszcza troszkę bardziej..


Ciastka z chińskiego sklepiku o smaku duriana - azjatyckiego owocu tropikalnego o odpychającym zapachu a za razem wyśmienitym smaku. Nie odważyliśmy się go jak dotąd spróbować, ale jak znalazłam te ciasteczka to nie mogłam się oprzeć. Podejrzewam, że nie była to nawet cząstka tego co spotkało by nas po otworzeniu prawdziwego duriana ale ciastka i tak miały dziwny smrodek i pomimo tego, że były dość smaczne utrudniało mi to nieco degustacje, pierwszy kęs najgorszy, a potem już powoli zapominało się o tym zapachu.



Słodkie japońskie kuleczki mochi  robione z klejącego ryżu i mąki ryżowej, tradycyjnie wykonuje się je w wielkim moździeżu ubijając drewnianym ubijakiem i spożywa najwięcej podczas obchodów nowego roku. My mieliśmy trzy wersje, nadziewane pastą z czerwonej fasoli, zielone z zielonej herbaty oraz obtoczone sezamem z ciemnym nadzieniem - chyba właśnie z czarnego sezamu - były moim zdaniem najlepsze. Niestety choć wszystkie wyglądały pięknie to nie powaliły mnie na kolana, a wręcz rozczarowały mdłym smakiem i miękką, niewyraźną konsystencją.



w kapsule London Eye





British Museum




Dwa nowe ulubione kolory 304 papaya i 303 lychee - jasne i pastelowe może przyspieszą nadejście wiosny


mój wiosenny parapet

niedziela, 27 stycznia 2013

Gorąca czekolada Clipper

W zimowy, ciemny, zimny dzień nic tak nie poprawia humoru jak kakao albo gorąca czekolada. Wiadomo, że najlepiej smakuje taka zrobiona od podstaw samemu, ale w taki dzień zwykle jesteśmy bardzo ospali i leniwi i najlepiej jakby wszystko się za nas robiło samo. Dobrym kompromisem wydawałaby się czekolada instant, ale jak mam być szczera to te wszystkie dodatki jakie dosypują producenci większości marek mnie odstraszały i jakoś nigdy nie kupowałam tego typu produktów. Ostatnimi czasy natknęłam się natomiast na czekoladę Clipper, która jest czymś pomiędzy. Skład jest dość prosty i mały co jest dużym plusem, cukier i kakao organiczne, żadnych barwników, więc wydaje mi się, że to dość dobra alternatywa dla leniuszków takich jak ja, którzy chcieliby szybko i zdrowo na raz. Producent sugeruje dolewanie samej wody, ale ja swoją robiłam pół na pół z mlekiem, no i dokładałam jeszcze na wierzch kożuszek małych pianek. Mniam!







niedziela, 13 stycznia 2013

tattoo

Ostatnio zrobiłam to maleństwo na dłoni mojego ulubionego klienta :D obyło się nawet bez marudzenia i stękania że ała boli ;)



wtorek, 18 grudnia 2012

Najstraszniejsze horrory ever

Uwielbiam horrory i pomimo tego, iż moja wyobraźnia jest nad wyraz wybujała i oglądanie ich przypłacam niemalże zawałem serca w drodze do toalety nocną porą, to i tak niezmiernie wprost ubóstwiam się bać. Niestety dobrych horrorów nie ma wiele, ale natrafiłam na parę w swoim życiu, które moim zdaniem są straszne jak cholera. Pragnę tu jednak zaznaczyć, iż nie gustuje w takich ociekających krwią masakrach, które dla mnie są ani to straszne, ani śmieszne, lecz po prostu nudne i niesmaczne, ja uwielbiam takie w których budowane jest napięcie i boje się jak cholera pomimo, iż właściwie nic pozornie strasznego w nich nie widać.
Jeżeli znacie jakieś tytuły trzymające w napięciu pliz podzielcie się w komentarzu :)

The Shining  (Lśnienie) film z roku 1980 - klasyka gatunku, w skali straszności od 1-10 oczywiście 10!
jeśli ktoś jeszcze nie widział to koniecznie musi zobaczyć!






The Woman in Black (Kobieta w czerni) film z roku 2012, więc świeżynka i jak to teraz często bywa z nowościami podejżewałam, że raczej będzie słabiutki, ale ku mojemu zdziwieniu okazał się być straszny okrutnie - niech was Harry Potterr nie zwiedzie -wiec zasługuje na 10, a co!





The Grudge (Klątwa)  i tu jest mały zamęt bo są tego dwie wersje- japońska i amerykańska- ta druga to dwie części, które są po prostu ekranizacją japońskiej wersji lecz podzielonej na dwa- zapewne ekonomiczny zabieg hoolywoodzkich producentów, co nie zmienia faktu, że teraz nie mogę znieść tego charakterystycznego gardłowego dźwięku jaki towarzyszy naszej jakże przeuroczej głównej bohaterce.Naprawdę straszne filmy szczególnie pierwsza cześć zamerykanizowana. Również 10! Niech znają pańską łaskę!





The Ring (Krąg) i sprawa podobna jak w Klatwie, zarówno to że są dwie wersje : japońska jak i hollywoodzka dzieląca zagadnienie na dwa, jak i to, iż sprawa się toczy wokół rozczochranej skośnookiej dziołchy. Również filmidło straszne, ale po oglądnięciu klątwy już nie tak piorunująco trwożące, więc 8/9 jeśli się widziało już Klątwę, a 10 jeśli nie.



1408 - film z 2007 roku, straszny! 10!




El Orfanato (Sierociniec) - dobry hiszpańsko meksykański zdaje się horror z 2007, moim zdaniem baaardzo straszny, nie amerykański więc ma nieco inną od standardowych atmosferę. 10 jak nic!



Sinister- nowość z ostatnich miesięcy, zapowiadał się bardzo dobrze, jednak moim zdaniem fabuła poszła w zdecydowanie złą stronę i pod koniec stał się banalny, ale i tak dla tych pierwszych 40 minut grozy warto zobaczyć ten film. Dostaje 7 za dobry trzymający w napięciu początek, ale odejmuję za mało pomysłowe rozwiązanie dobrze zapowiadającej się zagadki... 





Låt den rätte komma in (Pozwól mi wejść) - film może nie należy do najstraszniejszych, ale za to ma dość ciekawą fabułę. Produkcji Szweckiej dzięki czemu dość ciemny z wyraźną mroczną aurą właściwą dla Skandynawii. Daje mu 8 za fabułę i atmosferę, ale odejmuje za brak oszałamiającej grozy. 



The Others (Inni)- bardzo ciekawy i trzymający w napięciu film, zaliczany do gatunku thriller chociaż moim zdaniem powinien być w kategorii horror. Jest straszny, są dzieci, pusty, ciemny dom na odludziu, gęsta mgła czego można więcej chcieć by zaklasyfikować film jako przestraszny horror! Daje 10 !





A na końcu moje smaczki:

It (To)- mój koszmar dzieciństwa, niestety oglądnięty kilka lat temu po raz wtóry już nie przyprawił mnie o bezsenność jak niegdyś ;D



Shaun of the Dead (Wysyp żywych trupów) - prześmieszna komedia, parodia horrorów zombie.  Z czystym sumieniem polecam, angielski humor w najlepszym wydaniu, scena z szafą grającą, Queen i kijami do bilarda wymiata !!!! 100 punktów!!!